[52 Książki] "Miniaturzystka" i "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

 

Dzisiaj kolejne dwie książki. Tym razem jedna, która zachwyciła i stała się ostatnio najlepszą przeczytaną przeze mnie książką i druga, gdzie magia przenika się z ciężką rzeczywistością.

 

Burton_Miniaturzystka_m

Miniaturzystka

„Miniaturzystkę” czyta się bardzo szybko, zjada się prawie. Wiek XVII, Amsterdam, piękny klimat, wyobraźnia działa. Młoda dziewczyna poślubiła bogatego kupca i zaczyna nowe życie, które jednak nie jest takie piękne i kolorowe, jakim miało być. Bohaterka rozwija się ze strony na stronę, z dziecka zamienia się w dorosłą, odpowiedzialną kobietę, która nosi w sobie mnóstwo tajemnic i wielkiej odpowiedzialności. To tak w skrócie. W książce dzieje się dużo, tu ktoś kogoś kocha, ten nie kocha, tutaj afera z cukrem a tam domek dla lalek i miniaturki, długi, ciąże, morderstwa. Zamieszanie na każdej stronie, jednak mi czegoś zabrakło, a mianowicie tytułowej miniaturzystki. Pojawia się ona prawie jak jakiś duch, jakiś magiczny stwór, który jest ale go nie ma. Domyślam się, że takie było ogólne założenie autorki, jednak ja z każdą czytaną stroną miałam nadzieję, na jakiś niesamowity zwrot akcji, na coś, co mnie z krzesła zrzuci i będzie miało coś wspólnego właśnie z miniaturzystką. Ale przeczytać warto.

01-11-2001; rgb 19-02-2007

Domek dla lalek należący do Petronelli Oortman, fot. Rijksmuseum

Wielkim zaskoczenie było dla mnie to, że tajemniczy domek dla lalek wielkości kredensu istnieje naprawdę i był podarowany Petronelli Oortman, czyli głównej bohaterce. Lubię, gdy rzeczywistość i fikcja literacka przenikają się razem.

 

277091-352x500

„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”

Ta książka zdążyła już być bestsellerem, a ja dopiero po nią sięgnęłam. Jakoś nie lubię czytać czegoś, co jest obecnie wielkim hitem i każdy o tym mówi (oprócz „Harrego Pottera” 😉 ). Gdy już w końcu sięgnęłam po „Stulatka…” to oderwać się nie mogłam a jednocześnie szkoda mi było kończyć i ostatnie rozdziały przeciągałam w czasie, żeby nie rozstawać się z lekturą zbyt szybko. Książka już została podarowana w prezencie dla taty na urodziny (niech żyje sto lat!), niech będzie czytana przez jak największą ilość osób.

„Stulatek…” od pierwszej strony wciąga i nie chce puścić. Książka jest śmieszna, prawie kabaretowa, pięknie napisana, ja się czułam jakby ktoś mi ją czytał a na dodatek jest taka życiowo mądra. Dodatkowo czytelnik dostaje skróconą stuletnią historię świata, może troszkę ubarwioną ale za to jak pięknie!

Allan Karlsson w dniu swoich setnych urodzin wyskakuje przez okno domu spokojnej starości i idzie. Ogólnie to szedł się napić wódki a po drodze stało się jeszcze mnóstwo bardzo dziwnych rzeczy. Jak tu coś napisać o książce, żeby za wiele nie zdradzić? To jest jeden z tych elementów „Stulatka…”, który mnie zachwycił, każde wydarzenie łączy się z poprzednim i kolejnym i toczy się jak wielka kula śniegowa, wszystko ma na wszystko wpływ i nic nie jest, wbrew pozorom, przypadkowe. W związku z tym nie napiszę już nic, tylko pozostanę zachwycona i pod wielkim wrażeniem.

 

  • Aleksandra Paluch

    Widziałam tylko film, ale to taka trochę odpowiedź na Foresta i Szwejka ;).

    • www.mambalagan.pl

      Prawda! Filmu jeszcze nie widziałam, bo boję się, że będzie dużo gorszy od książki.

      • Aleksandra Paluch

        No to już się nie wypowiem, bo, niestety, nie czytałam. Ale film mimo wszystko polecam :). Do zobaczenia jutro w teatrze (żeby nie było, że tylko filmy oglądam).