Odchamianie i ukulturnianie

Lubię się ukulturalniać. Jakoś tak rodzice dziecko wychowali, ciągali po wernisażach, koncertach, spotkaniach, książki dawali do czytania. No dziwni, dziwni, to i dziecko dziwne i lubiące kulturę wyrosło. W ciągu ostatnich kilku tygodni zakręt jakiś taki miałam, że ciężko było na bieżąco pisać co widziałam, gdzie byłam, co słyszałam. Doszłam więc do wniosku, że machnę wpis raz a porządnie, podsumowując cały miesiąc.

Gdzie to ja nie byłam w tym miesiącu! Był teatr.

„Szalone nożyczki” Teatr Kochanowskiego w Opolu

Spektakl angażujący publiczność w rozwiązywanie sprawy morderstwa! Poczytałam trochę o fenomenie tego spektaklu. Jest wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłużej grany spektakl w Ameryce. Początkowo miała być to jedynie eksperymentalna psychodrama, jednak w latach ’80 została „przeredagowana” na komedię i grana na całym świecie.

Akcja dzieje się w salonie fryzjerskim, piętro wyżej zostaje zamordowana znana pianistka. Wszystko oczywiście dzieje się w trakcie spektaklu. Praktycznie wszyscy, którzy byli w tym czasie w salonie są podejrzani a dochodzenie prowadzi inspektor policji razem z… publicznością. Każdy może zadać pytanie aktorom, którzy sprytnie muszą z niego wybrnąć, improwizując mniej lub bardziej. Tyle teorii, jak wyglądała praktyka w Opolu? Na teatrze się nie znam, więc się wypowiem. Niektórzy aktorzy byli jak dla mnie niesłyszalni, znaczy się ratowało mnie siedzenie z przodu ale podejrzewam, że dwa rzędy dalej niczego bym nie usłyszała. Podobało mi się przeniesienie akcji w realia opolskie, nie podobało mi się „lizanie się po d…”. W trakcie spektaklu padło kilka uwag na temat innych sztuk granych w teatrze. Aktorzy sami się chwalili i uwielbiali. Nie, nie fajne, bardzo nie fajne.

Sama w dochodzeniu „kto zabił” się nie udzielałam ale zabawa bardzo mi się podobała. Właśnie, spektakl bardziej odebrałam jako dobrą zabawę, niż jako sztukę. Może dobrze? Całość bardzo kojarzyła mi się z grą Cluedo!

BIEL0825

źródło

Był też teatr po raz drugi!

[ˈDʑADƗ] Teatr Lalki i Aktora 

Na „Dziady” w reżyserii Pawła Passiniego czaiłam się od premiery, czyli prawie od pół roku. Wcześniej byłam na dwóch spektaklach tego reżysera. „Słownik Chazarski. Dzieci Snów” zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, forma, dbałość o szczegóły, czarodziejski nastrój – poszłabym jeszcze trzy razy ale już nie grają. „Morrison/Śmiercisyn” – sztuka o The Doors w teatrze lalek powaliła mnie na kolana i nawet, jak nie lubię nagości w teatrze, to tam tzw. „goła baba” grająca śmierć była idealna, wszystko pasowało, muzyka, aktorstwo, lalki, po prostu czad. Na to samo liczyłam na „Dziadach”.

Początek świetny, już od wejścia publiczność praktycznie jest wciskana w scenografię, w bycie kawałkiem sztuki. Scena znajdowała się pomiędzy publicznością. Wszędzie rozrzucone są lalki-duchy, widzowie siedzą na nich (początkowo mi się to podobało ale po godzinie po prostu bolała pupa i plecy!), jest ich mnóstwo. Scenografia – genialna, byłam zachwycona i już miałam ochotę zabrać wszystkich znajomych na spektakl, żeby to zobaczyli, poczuli ten niepokojący klimat. Kostiumy aktorów – super, trochę kojarzyły mi się z klimatem steampunkowym, ciekawe zestawienie z „Dziadami”. Kolejny plus to muzyka na żywo. Nic mnie tak nie ujmuje jak dobrze ograna, czysta, prosta muzyka w teatrze. No to teraz minusy. Największy – po 40 minutach było już cholernie nudno… Wielki monolog Konrada mnie zabił, czułam się jak na wykładzie, nie mogłam się skupić, nudy okrutne. Dodatkowo było duszno, ja wiem, że teatr, że dużo ludzi ale duchota i nudny monolog = spaaaać! Ale nie dało się zasnąć bo było niewygodnie. Lalki, na których siedziałam nie należały to najwygodniejszych, nie można było się oprzeć ani za bardzo zmienić pozycji. Współczuję, jeśli ktoś miał problem z kręgosłupem! Co jeszcze mi się nie podobało? Zadęcie. O matko, jak ci aktorzy niektórzy się zadęli… Krzyczeli, za dużo krzyczeli, ja już nie wiedziałam co oni krzyczą, bo nie chciało mi się po prostu tego słuchać. Całe szczęście na sam koniec pojawił się piękny plus w postaci cudownego finału. Energetyczne, śpiewano-deklamowane zakończenie, uczta dla duchów.Tak mógłby wyglądać cały spektakl a nie jedynie ostatnie 20 minut… Warto było pójść mimo paskudnych minusów, chciałam to zobaczyć, zobaczyłam, nadal jestem pod wrażeniem wyobraźni Passiniego i jego umiłowania do rozmachu.

Wielkie dzięki dla cudownej Oli, która dba o mój rozwój teatralny!

Dziady-fot.-Krzysztof-Ścisłowicz-61

 

źródło

 

Odchamiałam się jeszcze na:

Noc Muzeów we Wrocławiu

W skrócie: rajstopy, odkurzacz, darmowa sauna i falafel.

Było super, bardzo lubię takie imprezy. Jak zwykle plan zwiedzania i realia troszkę się minęły ale i tak było fajnie. Utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam grafikę jak i również, że nie rozumiem sztuki współczesnej. Zostałam zmasakrowana przez współczesny artyzm… No bo może to ja jestem mało obyta, głupia i nie rozumiem świata, ale może ktoś mi powie co artysta chciał powiedzieć poprzez kilka filmów, zapętlonych, na których widać kobietę od pasa w dół, która ubiera i zdejmuje rajstopy. Częściowo podarte i na dodatek na gołą pupę. No… Drugie dzieło sztuki – również film, skrzypek stoi twarzą zwróconą ku ścianie w starej hali pofabrycznej i gra jeden dźwięk, obok niego włączony odkurzacz. „Grają” ten sam dźwięk. Próba interpretacji była taka, że skrzypek jest teraz tyle wart co odkurzacz, ale to chyba nie to…

Teraz kilka słów o saunie. Muzeum Narodowe pierwszy raz (od kiedy jeżdżę na Noc Muzeów) nie było okupywane przez kolejkę, w której trzeba by stać ze trzy godziny. Polazłyśmy. Oprócz kolejnej dawki dziwnej współczesnej sztuki można było się wesoło zgubić w salach Muzeum. Sztuka klasyczna, genialna, ilość ludzi powodowała saunę. Po pół godziny chodzenia po korytarzach i mniejszych lub większych zachwytów nad dziełami sztuki, pot lał się strużkami. Było wesoło i radośnie. 😀

Przedstawiam „Portret studentki z notatkami”.

1-DSCN1212

A najlepsze falafele we Wrocku, które ratują przed śmiercią głodową, są w Najadaczach na Nożowniczej 40. Pięknie pachnie, ceny spoko, jedzonko przecudowne. Nie jest to tekst sponsorowany ale jakby ktoś chciał mi płacić w falafelach, to się zgadzam.

No i bym zapomniała o grafikach! Tak, tak! Do galerii wdepnęłam przypadkowo, bo akurat po drodze była. Warto było.

1-DSCN1203 1-DSCN1205

I na koniec trochę muzyki czyli:

Bluesroads w Krakowie

Oj jak ja uwielbiam tę imprezę! Energia, muzyka, alkohol, ludzie, tańce, hulanki, swawole. Wyjazd był totalnie spontaniczny typu: jedziemy? jedziemy!, a gdzie śpimy? nie śpimy, wracamy o 5 rano!

Akurat trafiłam na premierę płyty Cheap Tobacco z przecudowną Natalką Kwiatkowską na wokalu. Zespół znam od dawna i bardzo im kibicuję, niech podbijają świat i robią mega super wielką karierę. Nie słyszałam całego koncertu ale to co udało mi się złapać uchem było genialne. Jest moc, dobre gitarowe granie i wspaniała charyzma wokalistki – chce się słuchać więcej i więcej. Utwór promujący płytę urywa dupę. Toczy się i brzmi jak bardzo dobre światowe granie. Proszę słuchać, kupować płytę i jeździć na koncerty.

A tak wygląda Kraków o 4:30. Droga na dworzec deszczowa i paskudna, tak żeby wyjazd nie był zbyt idealny. 🙂

1-DSCN1219

Polecam ukulturnianie!