Mamo kochana, jak ja mam się ogarnąć?!…

Dzisiaj wpis typowo bałaganiarski. Nie ogarniam! W ogóle. Ani troszeczkę.

Mój świat przez dłuższy czas był… hm… no nudny! Inaczej się tego nie da nazwać. I nagle jak ruszył, to kurcze, nie mogę złapać oddechu. Cieszy mnie to niesamowicie ale jednocześnie wystawia na próbę moje zdolności organizacyjne. Zdolności, które wesoło zapadły w sen zimowy i uważały, że nie będą potrzebne jeszcze przez jakiś czas. Nagle na głowie mam szkolenie, dwa projekty unijne (trzeci był tak wielki, że się nie zmieścił na razie i czeka na swoją kolej), sesję, magisterkę, wyjazd do Włoch, kupno butów (nienawidzę kupować butów! Taki mój męski pierwiastek…) i jeszcze tysiąc pięćset sto dziewięćset małych pierdółek do załatwienia. A czasu niewiele i ciągle się kurczy! Teoretycznie powinnam zrywać się o 6 rano, biegać, latać, załatwiać i mieć wszystko z głowy w jeden dzień. Ale no… nie umiem. I nie lubię wstawać rano zanim słońce nie zaświeci. 😉

Jak wyglądają moje próby ogarnięcia świata?

1. Listy! Ale nie takie do babci, ani do koleżanki zza morza. Listy rzeczy do zrobienia. Wisi jedna taka na szafie i straszy ale za każdym razem gdy mogę podejść do niej i skreślić kolejną rzecz, która jest załatwiona, to czuję się, jakbym zdobywała wielką górę krok po kroku. To jest bardzo satysfakcjonujące i motywujące, aż chce się skreślić wszystko!

699e4ca5710bf8f0d10ae387331d4ee4

2. Ograniczam. Nie siebie, ograniczam rzeczy które uważam, że są niezbędne do zrobienia właśnie tu i teraz. Nagle okazuje się, że można żyć jeden dzień dłużej z nieodkurzoną podłogą, ale dzięki temu mam zrobione inne bardziej priorytetowe rzeczy.

3. Karteczki, wszędzie karteczki… Temu, kto wynalazł karteczki samoprzylepne, powinno postawić się pomnik. I obkleić karteczkami. Te małe kolorowe paskudy ratują mi życie. Porozwieszane po całym domu krzyczą i przypominają o rzeczach jeszcze nie zrobionych. Są też miłym sposobem na poranną komunikację w związku – „Daj jeść kotkom”, albo inne troszkę bardziej słodkie i urocze liściki są naprawdę super.

Biegając po Internecie zauważyłam miliony innych sposobów, które mogą pomóc w organizacji tego, co niezorganizowane. Ja się trzymam tych, które zdają u mnie egzamin. Nie próbowałam pomocy organizacyjnych oferowanych przez różniaste aplikacje, a może warto?

4. Ludzie. Ludzie, którzy są blisko mnie czasem lepiej pamiętają, co miałam zrobić i kiedy i są na tacy cudowni, że nie dają mi o tym zapomnieć. Jeśli powiem komuś o jakimś zobowiązaniu, o czymś co musi być zrobione, to jest mi łatwiej pilnować terminu. Chyba jest to spowodowane silniejszym poczuciem obowiązku. Grunt, że działa.

 

Ten tydzień będzie szalony. A w niedzielę lecę do Włoch!