O babeczce, która zmieniła moje spojrzenie na jogę.

Dzisiaj będzie o dobroczynnym wpływie wyginania się, rozciągania i oddychania.

Niedawno był wielki szał na jogę, każdy ćwiczy, każdy ma matę i bajeranckie spodnie do jogi, które sprawiają, że pupa wygląda jak milion dolarów. Moje pierwsze spotkanie z jogą było straszne. W ramach w-fu na studiach zapisałam się na jogę z myślą, jak wspaniale będzie oddychać i się rozciągać i w ogóle jakiego to ja cudownego uniesienia mentalnego i fizycznego doznam na tych zajęciach. Nie. Nic z tego się nie stało, oprócz tego, że znienawidziłam jogę a moje plecy zaczęły boleć jak durne. Pani prowadząca wpadła na pomysł dopychania kolanem i dociskania wszelkimi możliwymi sposobami. Niestety moje nieporozciągane mięśnie i ścięgna nie były z tego powodu zadowolone. Nikt by nie był. Moje plecy zaczęły chrupać na wysokości łopatek, cośtam zaczęło mi przeskakiwać. Chrupie do dziś. Jedyny plus – nauczyłam się stać na głowie! Przy ścianie, bo przy ścianie, ale jednak. I stanie na głowie jest ekstra.

Drugie spotkanie z jogą, po latach. Tym razem na jogę natrafiłam przez przypadek, doszłam do wniosku, że dobrze by było pomachać nogą przy jakimś filmiku z youtube i znalazłam JĄ. Jeden filmik przetrwałam, spodbało mi się, chciałam więcej. Znalazłam „30 days of yoga with Adriene„. I tak minęło mi dzisiaj 30 dni codziennej (z małymi przerwami na obrzydliwie bolącą nogę, albo wypad wakacyjny gdzieśtam) jogi.

yoga

źródło

Moje wrażenia – bardzo pozytywne. Adriene jest jedyną youtubową joginką, która jest wyluzowana. Jak nie możesz dotknąć piętą maty – nie dotykaj, kogo to obchodzi, staraj się, sprawdź co sprawia, że czujesz się dobrze. Nikt na mnie z ekranu nie krzyczał, nie wmawiał mi, że jeszcze 48 powtórzeń sprawi, że wcisnę się pojutrze w kuse bikini, ani że będę mogła za trzy dni zrobić szpagat. Podoba mi się, że Adriene jest szczera w tym co robi, że czasem jest rozczochrana albo ma luźne spodnie, na których w trakcie ćwiczeń zauważa plamę albo paprocha na macie. Nie wiem na ile jest to genialny PR a na ile ona sama jest taka, ale ja to kupuję. Po tych 30 dniach polubiłam jogę, polubiłam ten czas, w którym mogę skupić się tylko na moim oddechu i na tym, że moje ciało robi coś nowego. Czuję rozciągnięcie, wzmocnienie i co najważniejsze – spokój. Są filmiki, podczas których można się spocić bardziej niż przy Chodakowskiej, ale każdy kończy się tym, że jestem spokojna.

fwfg-racerback_1024x1024

źródło

Moje podejście do jogi bardzo się zmieniło, ale wiem, że ciężko mi będzie znaleźć ‚żywego’ instruktora, który będzie podobnie prowadził zajęcia. Mam za to nowy wieczorny rytuał w postaci jogi.

Kto się też bawi? Jako nierozciągnięta i początkująca polecam, nadaje się dla największych pierdół mających problemy z równowagą, koncentracją i koordynacją, kotami, które też chcą poleżeć na macie i małą przestrzenią domową.

Jeszcze jedna fajna rzecz – joga z kotami. Kto ma kota ten wie, że kot jest wszędzie, przede wszystkim tam, gdzie może poprzeszkadzać. Moje koty, gdy rozkładam sobie prowizoryczną matę (z koca) automatycznie się na niej kładą. Jak robię psa z głową w dół, pojawia się kot domagający się głaskania. Robienie deski kończy się przeganianiem kota, który właśnie się położył na miejscu, na którym ja mam zaraz się położyć. Na koniec przychodzą oba trochę się poprzytulać. Słodkie, że aż!
Są też tacy, którzy wykorzystali dobrze kocie umiejętności umilania czasu.