Italy cz. 2 Forli, Madonna del Fuoco

Wczoraj było święto miejskie, więc 4 blondynki na włoskim stażu miały wolne.

W 1428 roku w nocy z 4 na 5 lutego było pożar w szkole, który zniszczył cały budynek, jedyne co ocalało, to ściana, na której wisiał drzeworyt Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Stwierdzono CUD!, Madonnę wybrano na patronkę miasta, później w miejscu dawnej szkoły postawiono kościół, żeby upamiętnić to wydarzenie.

Polazłyśmy na miasto żeby zobaczyć co robią Włosi by uczcić pamięć patronki miasta.

Stragany! mnóstwo straganów.  Kupić można: garnki, odkurzacze, noże, czapki, czyściki do srebra, do dywanów, krajalnice do warzyw, korkociągi do ananasa i inne niezbędne w życiu akcesoria. Między tymi tradycyjnymi skarbami można wyłapać stanowiska ze słodkościami. mmmm.. ojeju… takie to wszystko ładne, słodkie i pachnące!

Dobra, dzisiaj będą słodkie fotki, więc proponuję zaopatrzyć się w coś do podjadania, bo nie odpowiadam za niepohamowany ślinotok.

Nugaty, mnóstwo nugatów… Po raz pierwszy spotkałam się z nugatami w formie tortów. Próbowałam tylko o smaku tiramisu, było jeszcze mnóstwo innych, ale to jest tak strasznie słodkie, że 100 gram na 4 osoby zasłodziło nas kompletnie. Było pyszne, miękkie i bardziej puszyste niż nugat, który jadłam np. we Francji albo przywieziony przez kogoś z Turcji. I na dodatek z orzechami i delikatną czekoladą w środku… Korcił mnie jeszcze kawałek z wiśniami, ale się powstrzymałam.

Druga pyszna rzecz – pasta z orzechów. Nie umiem inaczej tego przetłumaczyć, a google nie pomaga. To jest coś w formie przypominającej marcepan, ale bardziej chrupiące, z większymi kawałkami orzechów, bardzo słodkie i troszkę cierpkie właśnie dzięki orzechom. Masy były różne – pistacjowe, migdałowe, z orzechów nerkowca. Jeden kawałek przypominał stary piernik, który trochę poleżał i zaczął wilgotnieć ale był dobry! 😀

I na koniec bułka. To jest tradycyjny wypiek właśnie na to święto. Wygląda jak zwykła drożdżówka, jest w kilku wariantach: z marcepanem, z cukrem, z czekoladą. Jest bardziej chrupiąca od drożdżówki i żółta w środku. To, co ją wyróżnia, to ziarna anyżu. Bardzo ciekawy smak i o dziwno ten anyż wcale nie przeszkadza, mimo że za bardzo nie lubię niczego, co anyżowe.

Oprócz tych niecodziennych słodkości były również te spotykane chyba na całym świecie, żelki, orzeszki, wata cukrowa itd.

Słodko? 🙂