Italy cz. 5 czyli jak się gubić, to z przytupem!

No i stało się. Zgubiłam się! Ale nie że trochę pobłądziłam, uliczkę pomyliłam, nie ten zakręt, czy coś w tym stylu. Nie, nie, ja się zgubiłam o jakieś 50 km!

Dzisiaj pogoda taka piękna była, że wybraliśmy się nad morze do pobliskiego Rimini. „Śmy”, byliśmy podzieleni powodami przybycia do miasta – część jechała dalej do San Marino, jeden wolny elektron został na plaży na cały dzień a ja wracałam do Forli, żeby iść do pracy. Oj jak ja wracałam!…

Po uroczym spacerze po plaży i wyzbieraniu połowy muszelek z morza potuptaliśmy w stronę miasta, bardzo uroczego swoją drogą, żeby zakończyć wspólne włóczenie się, na dworcu. Ja zadowolona wsiadłam do pociągu i jadę. Jadę, jadę, jadę, od 20 minut powinnam być na miejscu a ja dalej jadę. Po ponad godzinie dojechałam do Ravenny, która ni w cholerę nie jest koło Forli. Ale przeżyłam. Pociąg sprawdziłam ze 3 razy zanim do niego wsiadłam. Do Ravenny wracam jutro, bo w moim zagubieniu spędziłam tam jedynie dwie godziny a to stanowczo za mało jak na tak piękne miasto. Będąc człowiekiem, który zazwyczaj ma więcej szczęścia niż rozumu, tak samo było i tym razem, żaden konduktor nie pofatygował się, żeby sprawdzić bilety na mojej pechowej trasie.

Dzisiaj zdjęcia z Rimini. Wielgaśna plaża, ładne miasto, zapewne jest okropne w sezonie ale w lutym jest cudowne! I te muszelki, kurcze no nie wiem o co chodzi ale ich zbieranie wciąga jak jedzenie słonecznika…

 

1-IMGP2905

1-IMGP2908

1-IMGP2936

1-IMGP3059

1-IMGP2907