Wrocław StrEAT omnomnom… takie dobre jedzonko.

No to tak. Człowiek sobie jedzie na fajną i przepyszną imprezę, bierze aparat i… nie robi ani jednego zdjęcia. Takie rzeczy, to tylko córka fotografa potrafi – czyli JA. Dobrze, że przynajmniej coś napisać mogę… i zdjęcia z internetów pokopiować (z podaniem źródeł!).

 10923252_1562856767312938_5271731755894919845_n

źródło

Impreza food truckowa, na którą zaciągnęłam mojego mężczyznę i mamunę. (Tak na marginesie, to gratuluję Mamie mojej kochanej pięknie zdanego na piątkę egzaminu z języka migowego!) Potuptaliśmy radośnie przed Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu żeby popróbować pyszności z jedzeniowych bud na kółkach. Ulica cała wypełniona zapachami, ludźmi w kolejkach, ludźmi jedzącymi coś dobrego i ludźmi zastanawiającymi się co by tu jeszcze zjeść. My nasze kulinarne zwiedzanie zaczęliśmy od najdłuższej kolejki, czyli od Momo – Smak Kuchnia Tybetańska. Dostaliśmy przepyszne, delikatne pierożki z soczewicą, gotowane na parze, podane na bambusowym sitku. Mniaaam. Bardzo super były, dużo przypraw, delikatne ciasto, no czad. Mogło być taniej ale jakość pierożków i to, że były czymś innym pomiędzy burgerami oraz pizzą, działało na ich korzyść. Cena: 14 zł za 10 sztuk.

10801916_586793551463976_800227909930660108_n 11026030_640748749401789_7679704719840963743_n

 

źródło

Jeszcze zanim wciągnęliśmy pierożki, stanie w kolejce uprzyjemniła nam zupa od Zupy. Jedna zupa – krem z ciecierzycy i druga indyjska z groszkiem, ta druga bardziej bulionowa. Uratowały nas te zupy przed śmiercią głodową i zamarznięciem paluchów. Zupy lubię bardzo, ich zupki jadłam po raz drugi i były super. Wegetariańskie, wegańskie, bezglutenowe albo z mięsem, dla każdego coś fajnego. Bardzo dobre, nietypowe, pachnące i można sobie jeszcze dosypać pietruszki, słonecznika czy innych miłych dodatków. No czego chcieć więcej? Cena: 8 zł mała, 10 zł duża.

11024417_213806118789976_1739274205_n

źródło

Po zupie i pierożkach poszliśmy nad staw. Food truck Stawów Milickich proponował ciekawe rybne rzeczy! Niestety o 16 nie było już burgerów rybnych ani pączków z karpiem, na które bardzo się czaiłam. Zadowoliliśmy się pierogami z karpiem i fish’n’chips. Pierogów trochę się obawiałam, totalnie bez sensu. Pyszne! delikatne i takie nie śmierdzące rybą, tylko dobrze nią smakujące. Ryba z frytkami oprócz tego, że na głębokim tłuszczu, co dietetyczne ani zdrowe nie było, to bardzo na plus – świeża ryba, frytki grubo krojone z cudownym sosem tatarskim (robionym, nie kupnym). Jakie to dobreeee… Cena: pierożki 5 sztuk 6,5 zł, ryba z frytkami 14 zł.

11108193_805449602865796_6847862819395456997_n 11114248_805449316199158_6348168866241549560_n

źródło

Brzuchy już napełnione ale miałam jeszcze smaka na chlebek Naan, niestety się skończył!

Na zakończenie poszliśmy jeszcze raz na zupę, bo zimno. Tym razem krem z groszku z cynamonem. Ojejuniu, jaki czad. Ujęła mnie zupa i moją mamę również. Cynamon na słono to jest kosmos. Lubię lubię lubię.

Z ciekawostek: był przegubowy autobus, piękny różowy i puchaty Foodszak, kawa prosto z roweru i przeurocze zapiekanki z przyczepki od malucha. Całe mnóstwo nie spróbowanych dobrych rzeczy jeszcze zostało, ale brzuch tylko jeden! A tu jeszcze langosh, ravioli, taco, naleśniki, pizze, burgery, sushi, zapiekanki i ojej czego tam jeszcze nie było. Fajna impreza, miło było pójść sobie tak rodzinnie i razem na spółkę próbować pyszności. Następnym razem trzeba porządny post zrobić, żeby jeszcze kilku dobroci spróbować. I zdjęcia! dużo zdjęć!…